Uległam, wstydzę się…

Uległam, wstydzę się…

Strach

to uczucie, które kieruje większością ludzi. I niestety poddajemy się temu. Boimy się, a dzięki temu inni mogą z łatwością manipulować nami. Wiem o tym od dawna, obserwuję z niepokojem jak tłumy są sterowane przez zasiane ziarno strachu. Najbardziej można zaobserwować to u polityków, którzy wykorzystują najniższe uczucia do zjednania sobie rzeszy ludzi oferując im proste, spokojne rozwiązania. Siedź w domu, nie mieszaj się. Z przykrością muszę stwierdzić, że

uległam…

Poddałam się ogólnej nagonce, katastroficznym przepowiedniom dotyczącym Światowym Dniom Młodzieży. Przez pół roku słuchałam jaka to tragedia się wydarzy, zamachy terrorystyczne, pozamykane ulice, ogromne korki i tłumy dzikiej młodzieży. Oczywiście z tą dziką młodzieżą polemizowałam za każdym razem, ale co do reszty poddałam się. Zdecydowaliśmy, że wyjedziemy z Krakowa. Zaplanowaliśmy w tym czasie wakacje. Jednak już w lipcu coś się zmieniło. Oczywiście dalej zewsząd słychać było nawoływania do wyjazdu i trzymania się z daleka od Krakowa, nawet ze zdwojoną siłą. Postanowiłam jednak wrócić. Dojechaliśmy w piątek, ale niestety nie zdążyliśmy dojechać na Drogę Krzyżową na Błoniach. Oglądaliśmy w telewizji, ale byliśmy już zdecydowanie bliżej. Trochę poczuliśmy atmosferę. A ta droga krzyżowa była niesamowita. Nie taka “kościółkowa”, ale mocno wciągająca. Cudownie pokazani ludzie, którzy się nie boją. Nie boją się drugiego człowieka, nie kieruje nimi strach. Nie możesz pomagać innym, jeżeli się boisz. Musisz wykazać się ogromną odwagą, żeby wyjść poza swoją strefę komfortu i oddać część siebie, swojego czasu drugiemu człowiekowi. Pierwszy raz w życiu z tak ogromnym zainteresowaniem, z wypiekami na twarzy przeżywałam drogę krzyżową.

Następnego dnia pojechałam z córką do Brzegów.

Myślałam,

że Kraków będzie zablokowany. A jechało się wyśmienicie, nigdy nie widziałam takich pustych ulic. Komunikacja miejska kursowała non stop. Dodatkowe, nowe linie autobusowe i tramwajowe, które podwoziły pielgrzymów najbliżej jak się dało do Campus Misericordiae. A stamtąd na nogach. Nie widziałam nikogo marudzącego, narzekającego. Ci ludzie przejechali wiele tysięcy kilometrów i byli mega szczęśliwi. Morze ludzi z statkami kolorowych flag. To było niesamowite. Do przejścia dla każdego minimum 6 kilometrów, w zależności skąd się szło. Nam akurat zajęło to prawie dwie godziny. Moje dwie godziny w porównaniu do tych, którzy byli w drodze od kilkunastu dni to nic. Dotarłyśmy na miejsce, byłyśmy w linii prostej od ołtarza… 2 kilometry :). Ale w każdym sektorze były ogromne telebimy. Organizację oceniam na 10 w 10 stopniowej skali. Skorzystałam nawet z pomocy ratowników medycznych. Moje kolano po operacji niekoniecznie nadaje się na dłuższe trasy, więc trzeba było je zamrozić i obandażować. Wody było pod dostatkiem, oddawać ją też było gdzie 🙂 i kolejek brak :). Przeżycie niesamowite (i nie chodzi mi o ubikacje). Z tego wieczoru najbardziej zapamiętam wystąpienie tej młodej Syryjki, Papieża Franciszka i zachód słońca. I słowa mojej 11 letniej córki, która wiele razy dziękowała mi za to, że ją namówiłam i zabrałam na spotkanie w Brzegach. A wiecie czemu nie chciała tam być? Nawet rozpłakała się dzień wcześniej roztrzęsiona. Kierował nią

strach!

Bała się terrorystów. Nasłuchała o zamachach w mediach. Słyszała od bliskich, rodziny i znajomych, że na pewno będzie jakiś zamach. Długo musiałam jej tłumaczyć, że nie wolno się poddać temu uczuciu. Teraz już się nie boi. Mam nadzieję, że zapamięta to na długo. Co? Żeby nie poddawać się nigdy strachowi, bo wtedy człowiek staje się słaby i może ulec każdemu, kto w nas wpuszcza to uczucie. Znam też wile osób, które nie były w Brzegach właśnie z tego samego powodu. Ludzie nie puszczali swoich nastoletnich dzieci, sami też nie poszli. Wpuszczone nasiono strachu wrosło się bardzo mocno w polską społeczność. Dlatego bardzo się cieszę, że w porę oprzytomniałam i wydostałam się ze spirali strachu… Mimo, że ledwo wczoraj wróciłam do domu (na sztywnej nodze), dzisiaj też byłam na spotkaniu z Franciszkiem. Tym razem pojechałyśmy z Olą na rowerach. Nie używam imienia Papieża ze względu na brak szacunku, wręcz przeciwnie. Cudowny facet, który w bardzo prosty, ale zarazem bardzo wyraźny, nie pozostawiający jakiś niedomówień sposób, próbował nam przekazać ważne słowa, myśli. Próbował zaszczepić w nas miłość do drugiego człowieka,

każdego człowieka.

I szkoda, że ktoś, kto zaszczepia w nas strach, próbuje te wszystkie słowa zatuszować swoimi kłamstwami. Nie chciałam nigdy włączać do tego bloga polityki, jednak aż mi słabo i muszę to napisać. Jak można okłamać w twarz Papieża Franciszka? Pani Szydło powiedziała, że przyjęliśmy do Polski milion uchodźców z Ukrainy! Oficjalne dane wyraźnie mówią, że mamy 60 uchodźców ukraińskich!!! A odrzuconych wniosków z tego roku ponad 400. Zamazują słowa Papieża, mimo że wyraźnie kilka razy mówił o obowiązku pomocy ludziom prześladowanym uciekającym przed wojną. Nasz rząd i kierujący z tylnych rzędów aplikują nam strach, dzielą i napuszczają przeciwko sobie. Już nie jesteśmy dumnym narodem, to wszystko prowadzi do skrajnego nacjonalizmu. A skrajny nacjonalizm wiadomo do czego prowadzi. Dobra, dość. Miałam pisać o moich przeżyciach. Ale w sumie właśnie to we mnie siedzi i gotuje. Najbardziej krzyczący, najbardziej się boją. Franciszek nauczył nas też ciszy, skupienia i prostoty. Jednak nie bierności. Wzywa do działania. Cieszę się, że dwa razy wstałam z kanapy. Nie czyni mnie to bohaterką, ale przynajmniej w moich własnych oczach i w sercu stałam się lepszym człowiekiem. Moja córka również. Przestała się bać i już wie, że strach to bezsensowne uczucie, które nie prowadzi do niczego dobrego. Nigdy nie należy mu się poddawać. Nikt nie mówił, że życie jest łatwe. Trzeba wyjść mu naprzeciw, a nie siedzieć z założonymi rękami. Tak jak prawie dwa miliony ludzi w Brzegach. Widziałam ich, istnieją naprawdę. A więc do dzieła!

Przestańcie się bać!

Brzegi

PS: Co ten wpis ma wspólnego z oszczędnościami w budżecie rodzinnym? Wszystko! Zmieniając ogólne podejście do siebie i do otaczającego nas świata, można odkryć nowe sposoby na życie :).