Matka wielodzietna powraca

Matka wielodzietna powraca

Wow, ale to brzmi. Co najmniej jak wejście smoka. No rzeczywiście część z nas po urodzeniu kolejnego dziecka ma zdecydowane problemy z wyglądem, więc czasami porównanie do smoka jest bardzo trafne ;). Ale ja nie o tym…

Matka wielodzietna powraca do pracy!!!

Ta wielodzietna to ja. I zgadza się, wróciłam do pracy w czwartek, 18 lutego 2016 roku :). Co za znamienna data. Pracowałam także w piątek przypadający po czwartku. I to by było na razie na tyle. Jestem tym szczęśliwcem, który pracuje w systemie pięciodniowym (nauczyciele tak mają:)). Dzisiaj jest niedziela i już powinnam się szykować na jutrzejszy dzień. I szykuję się, ale do lekarza z moim najmłodszym synkiem, chociaż być może średni też się załapie. Sytuacja jest rozwojowa. Moi obecni pracodawcy są wyrozumiali, wiedzą że dzieci chorują (w mojej poprzedniej pracy tak kolorowo nie było, a wtedy byłam młodą mamą z jedną latoroślą). Dlatego już w piątek zapowiedziałam, że mnie nie będzie w przyszłym tygodniu w pracy. Czy to znaczy, że jestem złym pracownikiem?

Jestem niezorganizowana?

Mój mały Mateusz, dzięki Krakowskiej Karcie Dużej Rodziny, już od września miał zapewnione miejsce w żłobku. Skądinąd naprawdę cudowna instytucja – Żłobek Bajkowy Domek w Krakowie, sprawdzony przez dwójkę poprzednich moich dzieci. Urlop macierzyński kończył mi się 10 grudnia, a uzupełniający 17 lutego br. Wcale do pracy w tym roku wracać nie miałam. Zresztą tak powiedziałam dyrekcji :). Bo w międzyczasie miała być jeszcze operacja [(grudzień) – plastyka więzadła krzyżowego przedniego w kolanie]. ale NFZ się wykończył i na razie nie wiem, kiedy mój wspaniały lekarz mnie pokroi.

Można powiedzieć, że całość zaplanowałam. Ola (11 lat) i Bartek (6 lat) chodzą do szkoły i mają zapewnioną opiekę na świetlicy (jakby coś) aż do godziny 19. Tym bardziej, że w szkole jest dużo zajęć dodatkowych, więc na pewno się nie nudzą. Mateusz miał grzecznie chodzić do żłobka i wszystko funkcjonowałoby jak w zegarku. Plany planami, a życie życiem. Scenariusz alternatywny, czyli babcia moich dzieci, a moja mama. Od kwietnia przeszła na emeryturę, mieszka w innym mieście. Jest najwspanialsza na Świecie!!! Pewnie, że chciałabym, żeby była z nami cały czas, bo bardzo nam pomaga, dzieci ją ubóstwiają. Ale moim zdaniem nie tak to powinno funkcjonować. Po pierwsze ma męża i syna w domu. Po drugie ma swoje życie. Teraz właśnie mogłaby odetchnąć, zająć się swoimi sprawami, pasjami, hobby, pozwiedzać Polskę i Świat. Całe życie pracowała, ale nie tak normalnie, jak większość. Była pracoholiczką, zostawała w pracy po godzinach, czuła się odpowiedzialna za każdą firmę, w której ją zatrudniano. Zawsze chce być bliska ideału. I taka jest. Dlatego prosząc ją o pomoc, czuję jakbym ją wykorzystywała, jakbym kradła jej czas. W przyszłym tygodniu pójdę do pracy, tylko dlatego, że znowu moja mama przyjedzie zająć się małym. A ja znowu będę miała wyrzuty sumienia. Kocham ją ogromnie!!! <3 Buziaki Krystynko!

Miał przecież chodzić do żłobka!

Zgadza się, miał. Jak do tej pory były cztery podejścia, za każdym razem trwały trzy dni. Pierwszy raz wdrażanie do tej instytucji rozpoczęliśmy już końcem października. Stwierdziłam, że musi mieć czas na aklimatyzację. To pierwsze podejście było całkiem ok i zapowiadało świetlaną przyszłość mojemu żłobkowiczowi. Był w szoku. Został zabierany na salę na godzinkę. Poraczkował, porozglądał się i już lądował znowu w moich ramionach. W czwartek już nie poszedł do “cioć i dzieciaków”, ponieważ zaczął gorączkować. Po drugie kipa w nosie, no i sami wiecie co dalej. Do tego doszło bolesne ząbkowanie i tak nam zleciał listopad. W grudniu było podejście numer dwa. Już tak spokojnie nie było. Pierwszy dzień znowu w szoku, ale drugiego ryk przez całą godzinę. Oczywiście siedziałam na korytarzu i wszystko słyszałam. Nie było to nic przyjemnego. Szybko minęło, bo już następnego dnia zostaliśmy w domu z katarem. I tak do Świąt. 23 grudnia ja skręciłam nogę. Zostaliśmy o moich rodziców na Sylwestra i Mati swoje trzecie podejście do żłobka miał dopiero 11 stycznia. Powtórzył się scenariusz trzech dni. Tylko tym razem płacz mojego syna był przeokropny. Godzinę płakał, a drugą szlochał wtulony we mnie. Oczywiście starałam się być twarda, a nie “miętka”.

Starałam się.

Później znów nastąpił 2 tygodniowy okres ferii zimowych, wyjazdowych dla mojej rodziny. Po powrocie pierwszy raz (i jak na razie ostatni) poszliśmy do Bajkowego Domku 8 lutego. I znów tylko na trzy dni. Teraz uzyskaliśmy trochę mniej płaczu i jeden posiłek zjedzony w żłobku. Ale cóż z tego, jak od tamtej pory chorujemy (najpierw sprawy kupowe, później katarowo-gorączkowo-kaszlowe). Kolejny plan był taki, że jak jutro do pracy nie idę, to znów spróbujemy się wdrażać. Jednak moja mała Matylda (pieszczotliwie tak nazywa go siostra) wcale zdrowa nie jest. Dlatego wizyta u lekarza jest jak najbardziej uzasadniona i moje plany żłobkowe znowu się oddalają…

To może opiekunka?

Może. Tylko ile zostałoby z mojej pensji, gdybym miała opłacić opiekunkę? I jak znaleźć fajną opiekunkę? Trochę pytałam, trochę rzeczywiście szukałam. Do dziewczyn w żłobku mam większe zaufanie niż do obcej kobiety, mającej się zająć moim dzieckiem. To moje subiektywne zdanie. Być może tym wpisem znajdę niesamowitą opiekunkę dla Mateusza?

A Wasze doświadczenia?

Jak powrót do pracy wyglądał u Was? Jak zareagowało Wasze dziecko, które do tej pory 24h/dobę było przeważnie z Wami? Czy nie miałyście problemów w pracy, u pracodawcy? Czy respektowano Wasze wszystkie prawa? Podzielcie się proszę Waszymi doświadczeniami.

W następnym wpisie przygotuję te mamy, które dopiero powrót do pracy mają w planach. Zaprezentuję Wam Wasze prawa, możliwości. Pokażę także, jak może dzieciaczek zareagować na rozstanie z mamą. Być może pomoże Wam to nastawić się pozytywnie na powrót do pracy :). Czego Wam serdecznie życzę :).