Lubię buraki, ale nie na plaży!!!

Lubię buraki, ale nie na plaży!!!

Lubię buraki,

zgadza się. W różnej postaci. Od soku, poprzez barszcz czerwony, kończąc takich na ciepło. Jednych bardzo nie lubię. Są to buraki ludzkie. Czy to znaczy, że jestem nietolerancyjna?

Na co dzień raczej nie spotykam się z burakami ludzkimi. Teraz jednak, podczas mojego wypoczynku natknęłam się na ludzi, którzy wyzwalają we mnie złe uczucia. W poprzednim artykule napisałam gdzie jestem. Koniec świata nad polskim morzem, pole namiotowe bliziutko plaży. Fajni ludzie wypoczywający z całymi rodzinami, czasami trzema pokoleniami. Zdarzają się kulturalne imprezy (codziennie ;)), spotykamy się ze sobą przy kempingach, siedzimy, rozmawiamy. Zdarzy się też czasami jakaś “ciekawa” sytuacja.

Aż tu nagle…

pojawiają się Buraki. Po czym można ich rozpoznać? Chyba znaków szczególnych brak. Przyjechali z rodzinami, pięć przyczep i dwa skutery wodne. Czterech na pięciu mężczyzn z owej grupy z pokaźnymi brzuszkami piwnymi (bo nie widziałam, żeby któryś z nich oderwał rękę od puszki z piwem). Pierwsza cecha charakterystyczna: brak odpowiedzi na dzień dobry. Moja koleżanka z Poznania powiedziała mi, że “nowobogaccy” nie odpowiadają. Druga: ogromne kolumny, z których leci specyficzna polska muzyka o dźwięcznej klasyfikacji – disco polo. A i te kolumny nie są po prostu tylko duże. One mają kółka i można je fajnie przewozić. A że plaża blisko… To według Buraków można je wystawić na plaży, ustawić na maksa i puszczać ich ulubioną muzę. Tylko czy to tak naprawdę ma wyglądać? Plaży nie wykupili na własność. A oczywiście rozłożyli się zaraz przy wyjściu. Czyli tam, gdzie docierają ludzie chorzy, niepełnosprawni, starsi i z malutkimi dziećmi w wózkach. I Ci są skazani na disco polo wyjące, zdecydowanie zagłuszające szum wiatru i fal morskich. Oprócz tego skutery, które przywieźli musieli jakoś dotransportować do morza. Robili to za pomocą ciągnika. Przez dwa dni nie chciało im się go odwozić i przyjeżdżać ponownie po południu, więc traktor stał po prostu przy morzu, a fale pięknie go obmywały. Mój półtoraroczny syn w pierwszym dniu był bardzo mocno nim zaaferowany. Na groźby plażowiczów, że zadzwonią po policję, oni odpowiadali, że mogą zapłacić mandatów ile tylko zechcą.

Nie ma złego tego,

co by na dobre nie wyszło. Zostaliśmy zmuszeni, żeby przenieść się 200 metrów dalej, ale dzięki temu znaleźliśmy wejście do wody bez żadnego kamyczka :). A Buraki świetnie się bawiły, mandaty dostały, ciągnik później już wyjeżdżał z plaży. Ach, a i jeszcze te skutery. Jako, że byli pięcioma rodzinami, a skutery tylko dwa, to jeździli na nich cały czas. I tak oto na naszym końcu świata wyrosły Buraki. Mam nadzieję, że w przyszłym roku już się tam nie pokażą. Chociaż na każde zwrócenie uwagi reagowali w ten sam sposób: nie podoba Ci się, to wyp……… Zresztą przekleństwa to ich drugi język. Szczególnie celowała w nich kobieta o ślicznych, rudych, kręconych włosach. A tu taki Burak.

Czy jestem nietolerancyjna?